Specjaliści od mody wydrukowali już buty, kucharze – pizzę, lekarze – protezy ludzkich kończyn i element czaszki, a ornitolodzy – ptasi dziób. Jedną z podstawowych zalet druku 3D jest możliwość projektowania i tworzenia niestandardowych wersji przedmiotów codziennego użytku.

Eksperci przewidują, że drukarki przestrzenne już teraz powoli rewolucjonizują rynek, a za kilka lat po części zamienne nie będziemy chodzić do sklepów, tylko wyprodukujemy je w domowym zaciszu. I choć mamy już wysyp tego typu drukarek, to na razie nie są na kieszeń przeciętnego Kowalskiego – kosztują od 3 do 15 tysięcy złotych.

Przedmioty bardziej osobiste

Potrzebujemy odtworzyć coś złamanego, zepsutego lub zagubionego? Mamy pomysł na nietypową klamkę, a może oryginalny uchwyt do szafek, którego nie kupimy w sklepie? Pani domu może sobie odtworzyć ułamany wieszak na ręczniki lub pęknięty wazonik, majsterkowicz popsute kółko zębate lub zniszczoną obudowę do telefonu, dziecko zgubioną ekierkę lub pogryziony przez psa pionek do gry.

Kilogram plastiku na specjalnej szpulce przeznaczonej do drukarek 3D to wydatek rzędu 60-70 zł. Realny koszt wyprodukowania jakiegoś drobnego elementu, to kilka groszy.

Druk trwa od kilku minut nawet do 24 godzin. Wszystko zależy od wielkości i stopnia skomplikowania projektu. Ile trwałoby stworzenie np. kubeczka? Godzinę – odpowiada Adam Kozubowicz ze sklepu Get3d.pl. Podczas jednego ze spotkań dla osób interesujących się tą technologią wydrukował coś mniejszego – kieliszek. Chwilę później nalał do niego trochę soku. – To materiał typu PET, czyli taki, z jakich robione są butelki z napojami – wyjaśniał. – Śmiało można się z niego napić…

Warstwa po warstwie

Klasyczna drukarka nanosi jedną warstwę – czarną lub kolorową – i powstaje dwuwymiarowy obraz zapisany na papierze lub innym nośniku. Drukarka 3D tworzy coś więcej – dokłada po prostu kolejne warstwy. milimetr po milimetrze tworząc element trójwymiarowy. – W technologii, z której korzystamy, drukować można w zasadzie ze wszystkiego, co da się „przepchnąć” przez głowicę, co ma postać druta i topi się w odpowiedniej temperaturze – wyjaśnia Kozubowicz. Głowica podgrzewa taki produkt, topi, a potem układa w odpowiedni sposób. Technologia cały czas się rozwija, dziś na urządzeniach z trzema głowicami można używać trzech kolorów lub różnych materiałów.

Pomysł takiego drukowania ma już 30 lat. Patent wygasł jednak kilka lat temu, i wtedy Adrian Bowyer, doktor matematyki brytyjskiego uniwersytetu w Bath skonstruował urządzenie samoreplikujące się, czyli drukarkę, która potrafi wyprodukować własne części. Nie poprzestał jednak na tym i wyniki swoich badań opublikował bezpłatnie w internecie, aby każdy mógł z nich korzystać. Od razu znaleźli się naśladowcy, którzy zaczęli rozwijać pomysł trójwymiarowego drukowania. I zamiast części do drukarki zaczęli tworzyć rozmaite elementy.

Pizza, krzesło i elektronika

Specjaliści od mody stworzyli już buty i ubrania, lekarze – sztuczne kończyny i element czaszki, a ornitolodzy – utracony przez orła dziób. W Australii powstały podkowy dla konia, a posiadacze Nokii mogą wydrukować sobie obudowę do telefonu. Na drukarce 3D wyprodukowano nawet krzesło – z wody, słomy i… grzybów. Najbardziej ekstrawaganccy byli chyba Amerykanie, którzy wydrukowali… pizzę. Potrzebowali do tego sproszkowane składniki. Na płycie wylali najpierw kwadrat ciasta, potem warstwę sosu pomidorowego i trochę sera.

Wymyślono także nowy rodzaj szczoteczki do zębów, dostosowanej specjalnie do konkretnego uzębienia. Najpierw szczęka jest skanowana, potem na podstawie obrazu zębów drukowana jest szczoteczka. Ponoć wszystkie zęby czyści idealnie, ponieważ szczeciny są dostosowane nie tylko zębów i dziąseł, ale nawet do przerw między zębami…

Początkowo drukowano przede wszystkim z plastiku, teraz pojawiają się nowe materiały, np. rozpuszczalne w wodzie, albo przewodzące prąd. Są już także pierwsze próby tworzenia elektroniki. Na świecie powstają też wydruki np. z gumy lub materiałów drewnopodobnych. – To kompozycja pyłu drzewnego, czyli 40% drewna i 60% plastiku – wyjaśnia Kozubowicz i pokazuje wykonany w ten sposób wazonik. Wygląda jakby był drewniany…

Kochanie, narysuj mi klamkę

Aby coś sobie wydrukować, trzeba stworzyć projekt. Kiedyś programy do projektowania 3D były bardzo drogie i skomplikowane, teraz są już dostępne nawet w przeglądarkach internetowych. Tworzyć można zatem samemu – wystarczą podstawowe umiejętności i zmysł artystyczny. Projektowanie można także zlecić specjalizującej się w tym firmie. A potem poprosić ich o wydruk. Koszty wyprodukowania takiego indywidualnego elementu nie powinny być większe, niż przy kupowaniu rzeczy z masowej produkcji.

Drukowanie przestrzenne zdaje się być idealne przy wszelkiego rodzaju prototypowaniu – dla inżynierów, projektantów, artystów. Kiedyś, jeśli ktoś sobie coś wymyślił, musiała powstać matryca, potem wykonywany był odlew. Wszystko było bardzo pracochłonne. I kosztowało. Teraz tworzy się projekt, a za godzinę, może dwie produkt jest gotowy. I można sprawdzić, czy to, co ktoś wymyślił, w ogóle działa.

Przy okazji rozwoju druku 3D pojawiają się głosy na temat szkodliwości tej technologii dla zdrowia, są również wątpliwości związane z prawami autorskimi i patentowymi. Skoro jakiś przedmiot można sobie zeskanować, a potem w dowolnej liczbie wydrukować… – Prawnicy już zacierają ręce – podsumowuje Adam Kozubowicz. – Tak czy owak mamy do czynienia z teleportacją. No bo ktoś zaprojektuje coś np. w Japonii, a godzinę później drukujemy to w Polsce. Do tej pory nie było sposobów na tak szybki transport.

Adam Owczarek

Share Button