– Kabaret czy teatr? A może to taka odmiana popularnego ostatnio stand-upu – chwilę po zakończeniu spektaklu „Impro Atak” próbowałem w głowie sklasyfikować to, co przed chwilą zobaczyłem. Choć momentalnie przyszła mi do głowy inna refleksja: po co to w zasadzie szufladkować? Czy nie jest najważniejsze to, że mi się podobało? I to bardzo! I jeśli tylko będzie okazja, to chętnie wybiorę się na „Impro Atak” jeszcze raz. Może nawet pobiję rekord sympatycznej pani siedzącej w pierwszym rzędzie, która na sobotni spektakl do łódzkiego Teatru Nowego przyszła ponoć po raz piąty. I wiedziała, że nie będzie się nudzić, ponieważ to, co wydarzy się na scenie, zobaczy pierwszy raz.

Jak to możliwe? Przecież jeśli pojawiamy się na jakimś spektaklu teatralnym, to ma on określoną fabułę, zazwyczaj tych samych aktorów (ewentualnie innych – w tzw. drugich obsadach). Przychodzenie na niego po raz piąty nie ma chyba większego sensu… Drugi raz, może trzeci… ale aż piąty?!

Ale czy ktoś powiedział, że „Impro Atak” jest „jakimś” zwykłym spektaklem? To zestaw kilku etiud, częściowo nawiązujących do siebie. Ale nie to jest najciekawsze. Te formy są improwizowane od A do Z! Tu nie tylko publiczność nie wie, co zdarzy się za chwilę, ale nie wiedzą tego także… sami aktorzy! Pojawiając się na scenie mogą tylko zgadywać, z jakimi tematami wymyślonymi przez publiczność przyjdzie im się zmierzyć. A widzowie, swoją pomysłowością, potrafią zaskakiwać…

Publiczność angażuje się w to, co dzieje się na scenie

Ale skoro przed każdą scenką jeden z aktorów pyta się publiczności, co i w jakich okolicznościach mają zagrać na scenie jego koledzy, to do zgłaszania nietypowych, a czasem szalonych i kontrowersyjnych pomysłów trochę nas prowokuje, nieprawdaż? Niektórzy siedzą cicho, ale grupa tych bardziej odważnych, trzymających w ręku bilet na spektakl, chce się zabawić: w reżysera, scenarzystę i choreografa w jednym. No i próbują! A jak wszystko jest już ustalone, to cała publiczność skanduje wyuczone wcześniej: „3, 2, 1, poszło!” i… zaczyna się jedyna w swoim rodzaju zabawa.

Śmiechu jest co niemiara. No bo zagrać pojawiającą się na urodzinowym przyjęciu łysą cygankę lub pielęgniarkę śpiewającą szanty po czesku to jedno, ale pełnić w tej samej scenie rolę jubilata, który – bawiąc się w nietypowe teatralne kalambury – próbuje zgadnąć, kto przyszedł do jego domu? Salwy śmiechu gwarantowane! Podobnie jak podczas innej scenki, która to w najmniej odpowiednim momencie zostaje przerwana przez tzw. cięcie. Jeden z aktorów schodzi ze sceny, a w jego miejsce pojawia się inny. I nie byłoby zapewne żadnego problemu, gdyby ów aktor wiedział kim jest, co ma grać i generalnie – o co w tym wszystkim chodzi. A on nie wie. A grać musi!

Impro Atak” to z pewnością spektakl unikatowy. Relaksujący – co do tego nie ma wątpliwości – ale także pobudzający do myślenia. Skoro zagrali łysą cygankę, to trzeba wymyślić im coś, czego nie zrobią! A oni – jak na złość – dają radę. Perfekcyjnie odtwarzają wymyślone na poczekaniu postacie, miejsca i zdarzenia. Znakomicie rozpracowują zadania wymyślone przez publiczność. A to przecież szalenie trudne zadanie! Choć… ciekawe, czy tylko mnie korciło, żeby w pewnym momencie zejść z widowni i stanąć obok aktorów. I zaimprowizować razem z nimi.

Adam Owczarek

Share Button