Piotr Babiarz z Ustki nawet przez chwilę nie zawahał się, by wbiec do zimnego Bałtyku, w którym topiła się młoda mewa. Zwierzęciu nic się nie stało. Mężczyzna uratował uwięzioną mewę i zwrócił jej wolność. O sprawie pisze „Głos Pomorza”.

Pan Piotr w poniedziałkowe wczesne popołudnie poszedł z rodziną na spacer brzegiem morza. W pewnej chwili zobaczył dziwnie zachowującą się mewę pływającą w morzu około dwóch metrów od brzegu. – Ptak próbował poderwać się do lotu. Widziałem jednak, że jego noga zaplątała się w worek foliowy – opowiada pan Piotr na łamach „Głosu Pomorza”. – Mewa nie mogła odlecieć, bo w worku było pełno wody.

Ustczanin szybko zdjął buty i skarpety, podwinął nogawki i pognał do zimnej wody. – Na szczęście nie było bardzo głęboko, bo mewa pływała w mieliźnie około dwóch metrów od brzegu – mówi mężczyzna. – Złapałem za worek i wyciągnąłem ptaka na brzeg. Bardzo chciałem jej pomóc, ale jednocześnie musiałem uważać, aby zdenerwowana mewa nie zrobiła mi krzywdy. Ptak musiał walczyć o wolność dość długo, bo worek mocno owinął się wokół łapy.

Akcja uwalniania ptaka z foliowej pułapki zakończyła się sukcesem i młoda mewa już po kilkunastu sekundach ponownie wzbiła się w powietrze.

Więcej na stronie „Głosu Pomorza„.

Share Button