Cichy bohater – wyniósł dzieci z pożaru i… odjechał

Gdyby nie dociekliwość prezydenta Gdańska, nikt nie dowiedziałby się o bohaterskim kierowcy, który z płonącego mieszkania wyniósł dwójkę dzieci z pożaru przy Sandomierskiej w Gdańsku. 37-letni Daniel Zalas uważa, że nie zrobił nic bohaterskiego, po prostu zachował się rutynowo, jak doświadczony strażak OSP – pisze „Dziennik Bałtycki”.

Daniel Zalas mieszka w miejscowości Żydowo (w gm. Polanów). 24 stycznia przyjechał do Gdańska i czekał w samochodzie na załadunek. Gdy pracownicy firmy, na której terenie przebywał, poszli na przerwę śniadaniową, stojący przy samochodzie Zalas usłyszał krzyk dziecka. – Początkowo nic szczególnego nie zauważyłem. Wróciłem do samochodu i dopiero wtedy odruchowo spojrzałem w okno budynku i zauważyłem płomienie – opowiada kierowca. – Gdy wyjąłem telefon, by zadzwonić po straż pożarną, akurat „strzeliła” szyba w kuchni. Tam było źródło pożaru. Skojarzyłem ten widok z krzykiem dziecka. Chwyciłem gaśnicę z samochodu i podbiegłem. Udało mi się znaleźć drabinę, wszedłem na dach przybudówki. Przez środkowe okno zobaczyłem dzieci. Nogą wybiłem szybę i wszedłem do środka. Zabrałem je na zewnątrz. Były w domu same, miały na sobie tylko bieliznę.

Kilka dni później w firmie, w której pracuje Daniel Zalas, odebrano telefon z informacją, że gdańska policja poszukuje kierowcy – anonimowego bohatera. Świadkowie zapamiętali nazwę firmy na plandece. Co ciekawe, po powrocie z trasy, Daniel Zalas o zdarzeniu w Gdańsku powiedział tylko rodzicom. Byłby pewnie sam o tym zapomniał, gdyby nie dociekliwość prezydenta Gdańska, który zlecił odnalezienie bohatera. – Poprosiłem o odnalezienie tego pana, bo chcę się z nim spotkać, by podziękować i okazać swój podziw za wielką, obywatelską odwagę – mówi Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska.

Więcej na stronie „Dziennika Bałtyckiego„.

Share Button